Dziewczyna rzucałą się z niepokoju.
Wyraźny koszmar mącił jej sen. Nagły krzyk. W niekontrolowanym ruchu przed
przebudzeniem zgięła się w pół, otwierając oczy w pozycji siedzącej. Rozejrzała
się po pomieszczeniu. Firanki w oknie były wyprane, kwiaty zadbane, a szyba
czysta. Wokół znajdowało się niewiele. Przy łóżku stała szafka nocna na której
znajdowała się szklanka czystej wody. Z drugiej strony stał stojak na którym wisiała
kroplówka podłączona do ramienia dziewczyny. Miała na sobie papierowe ubranie szpitalne.
Przez chwilę zdawała się być w stanie niedowierzania i dość dużego szoku.
- Czy to jest sen ? Czy to co wcześniej widziałam to był sen ? - Nie dało się
jednak znaleźć wyraźnej odpowiedzi na owe pytania zadawane we własnej głowie.
Zrzuciła nogi z krawędzi łóżka. Ujęła
stojak z workiem glukozy w rękę i chciała podejść do okna żeby się rozejrzeć.
Niestety w tym samym momencie do pomieszczenia weszła niewysoka starsza
kobieta. Pielęgniarka. Od razu pomyślała Czarna. Pokręciła z niezadowoleniem
głową spoglądając na dziewczynę która próbowała wstać z łóżka.
- Moje dziecko co Ty robisz ? - Surowy wzrok skarcił Raven - Dopiero co
zostałaś wybudzana z komory. I to takiej która najwyraźniej nie była do końca
sprawna. Byłaś odwodniona, a Twój organizm był mocno wychłodzony i
niedożywiony. Miałaś sporo szczęście że znaleźli Cie zanim straciłaś
przytomność. Inaczej mogli byśmy teraz już nie rozmawiać. - Rozpogodniała
przykrywając z powrotem pacjętke zmuszoną do ponownego położenia się. - No
ale teraz już jesteś tutaj i nie ma się czego bać jak trochę tylko się poprawi
Twoje ogólne zdrowie na pewno znajdziesz odpowiedzi na wszystkie nurtujące Cię
pytania. Z tego co pamiętam w ciągu paru dni ma się stawić jakiś przedstawiciel
Inżynierów. On powinien Cię uświadomić i odpowiedzieć na większość Twoich pytań
do tego czasu spróbuj wrócić do siebie.
Po tych słowach opiekunka opuściła
pomieszczenie. Ponownie zapadła niepojąca cisza. Jak to jest możliwe środek
dnia i nic nie słychać ptaków, ludzi nic. Raven jeszcze raz wstała z łóżka
zabierając ze sobą kroplówkę. Na szczęście stojak miał kółka więc przemieszczanie
się wraz z nim nie było zbyt utrudnione. Wpierw wyjrzała przez okno. Hhhmm...
Nic nie zwykłego na przeciwko druga ściana jakiegoś budynku na dole parę drzew
i krzątający się gdzie nie gdzie ludzie. Następnie sprawdziła drzwi. Zamknięte.
Tak jak podejrzewała. Była bezpieczna ale jednocześnie nie chciano jej wypuścić.
Dlaczego ? Może żeby nie przeżyła szoku wynikającego z długotrwałej hibernacji
? A może rzeczywiście jej stan zdrowia nie był najlepszy. Nie wiele mogąc
zrobić postanowiła na razie grać w grę którą jej przedstawiono.
W ciągu kolejnych trzech dni przeprowadzono na niej szereg badań. Począwszy na badaniu organoleptycznych, a na tomografii kończąc. Jedno było dość dziwne i Raven nie mogła sobie w ogóle przypomnieć żeby o takim kiedykolwiek słyszała. Lekarz powiedział że to nowa forma oczyszczenia organizmu. Mówił coś że dziś na świecie pojawiło się promieniowanie jakiegoś nowego rodzaju zwane Ary. Nie do końca chciał wytłumaczyć o co chodzi. Sam zabieg wyglądał niegroźnie podpięto jedną rurkę do pachwiny a następnie za pomocą jakiegoś urządzenia transmitowano Ary poza organizm do sferycznego pojemnika podłączonego na końcu rurki. Najdziwniejsze było to że substancja wydawała się lekko promienieć czerwienią. To najbardziej zwróciło jej uwagę ze wszystkich badań.
- Witam Panno Raven - Zabrzmiał głos z zza otwierających się drzwi. Do pomieszczenia wszedł dystyngowanie ubrany młody mężczyzna. - Nazywam się Ryszard Chłodny, dla przyjaciół po prostu Chłodny. - Jego ubiór wyglądał na schludny i zadbany choć lekko nie na miejscu. Garnitur w kolorze rubinowym wydawał się niesamowicie nie na miejscu. - Mam przyjemność powitać panią oficjalnie w imieniu całej społeczności Inżynierów. Wiem że musi Pani mieć niesamowicie dużo pytań niestety nie będę miał możliwości na nie odpowiedzieć.
Skinieniem dłoni wskazał na drzwi. Oczom Czarnej ukazała się kolejna postać tym razem ubrana w jasnoniebieski frak. Na lewej piersi miał przypinkę w kształcie znaku nieskończoności wykonaną ze złota.
- Sir Kruchy został oddelegowany przez stowarzyszenie Przebudzonych, aby zapewnić Pani bezpieczeństwo. Oprócz tego będzie Pani przewodnikiem i odpowie na wszelkie pytania.
Mężczyzna ubrany na niebiesko przyłożył prawą rękę do pasa i skłonił się delikatnie w jej stronę.
- Jakub Kruchy, do usług. Jeśli Pani pozwoli proszę za mną.
Zaczekał chwilę aż Raven zebrała się do drogi. Nie miała tak naprawdę nic, więc nie trwało to zbyt długo. Ubrania które dostała wydawały się nieco staromodne ale jeansy i bawełniany T-shirt wydawały się dość wygodne w porównaniu z ubraniami modnymi przed hibernacją.
- Możemy ruszać. - oznajmiła po chwili z nieskrywaną nutą zadowolenia w głosie. - Dokąd idziemy ? Aaa... I proszę Kuba nie mów do mnie Pani. To brzmi jak bym miała jakieś 50lat i wnuki. Będę wdzięczna.
Nie odzywał się przez dłuższy czas. Dopiero gdy wyszli z budynku szpitala zdała sobie sprawę że przez całą drogę na dwór nie powiedział ani słowa. Gdy oddalili się od budynku na pewną odległość wyraz na jego twarzy wyraźnie złagodniał. Rozluźnił ramiona i wciągnął głęboko powietrze.
- Heheehe... - śmiech zbił ją totalnie z tropu - Dziękuje. Nawet nie wyobrażasz sobie jak nie nawiedzę tego pozerstwa kultury. Obłuda. - Zaczął poluzowywać granatowy krawat pod szyją, rozpiął jeden guzik w koszuli. - To teraz normalnie. Kruchy jestem. Zwracaj się tak do mnie. Ksywa tak stara że imienia już nie używam. A teraz do ważniejszych rzeczy. Pewnie chcesz wiedzieć co się dzieje ?
Przez krótką chwilę nie mogła zamknąć ust ze zdziwienia. Został zastąpiony przez lekki uśmieszek.
- Proszę, proszę. Cała otoczka kultury tylko na pokaz. - uśmiech poszerzył się jeszcze bardziej. Rozmówca tylko wzruszył ramionami, rozkładając ręce w geście bezradności, uśmiechną się ponownie.
- Dobra nie wnikam. To o co tu chodzi ? Dlaczego komory są tak zaniedbane ? Czemu wydawało mi się że pięć pięter pod ziemią było "okno" i dlaczego ludzie z bronią łapią... - zamarła w pół zdania ponownie otwierając usta ze zdziwienia. Stali na piaskowej drodze. Obok nich właśnie przejechał samochód zaprzęgnięty w dwa konie!!! Samochód, z kołami! I konie, takie z ZOO!
- Wygląda na to że będę musiał Ci wyjaśnić o wiele więcej niż Ci się wydaje. Hahaha... - Zaśmiał się ponownie. Podszedł do dziewczyny, woził ją za ramiona i obrócił w kierunku w którym mieli się udać. - Widzisz Raven dużo się zmieniło od czasu kiedy Cie zahibernowali. I myślę że będzie lepiej jak znajdziemy jakieś miejsce żebyś sobie spokojnie usiadła i posłuchała tego wszystkiego. HAahhaah.... - szczery śmiech nie dawał chwili spokoju Kruchemu przez całą drogę. - Wyraz Twojej twarzy jest bezcenny. Dlatego kocham tę robotę. hahha.... Chwilę zajęło im dotarcie do miejsca docelowego. Trzypiętrowa, wybudowana z czerwonej cegły, kamienica znajdowała się przy bocznej alejce. Ale co to było za miasto ? Kręcili tu jakiś film ? Budynki w całym mieście zdawały się tak bardzo różne że, aż nie możliwe do uwierzenia. Wpierw szpital, wyglądał na budownictwo z końcówki 20tego wieku, następnie parę budynków w jego okolicy wyglądało na typowe zabudowania bogatszego mieszczaństwa z końcówki 21szego wieku. Domy zbudowane ze szkła i stali z wystrojem pozbawionym duszy i pełnym chłodu. Im bardziej oddalali się od szpitala tym budynki stawały się coraz bardziej różnorodne. Większość wykonana z betonu w prostych podobnych do siebie kształtach. Gdzie niegdzie można było zauważyć budynki wykonane z bala czy tak jak kamienica z cegły. Ulice nie przypominały niczego co można było zobaczyć zanim Czarna dała się zahibernować. Plamy asfaltu. Jak by ktoś wziął i po prostu przejechał w jedną i z powrotem rozlewając asfalt wszędzie za sobą. A boczne alejki w ogóle nic. Po prostu ubita ziemia zupełnie jak plac przed szpitalem. Samochody. Zastanawiała się . Nie widziała prawie żadnego. A ten który widziała ciągnęły konie. O co chodzi ? Jak podróżują Ci ludzie ? Podchodząc do kamienicy usłyszała parsknięcie z jej lewej strony. podeszła parę kroków w stronę rogu budynku i widząc że Kruchy jej nie zatrzymuje wyjrzała z za niego. Za budynkiem znajdowała się zagroda a wewnątrz jej znajdowało się parę koni.
- Znowu konie ? Skąd wy macie tyle koni ? - mężczyzna odpowiedział jej na pytanie uśmiechem
- Chodź do środka wszystkiego się dowiesz. - Otworzył jej drzwi do kamienicy i puścił przodem w drzwiach.
Wnętrze zaskoczyło dziwczynę. Otwarta przestrzeń usiana kolumnami z windą w dalekim rogu budynku nie były spodziewanym widokiem. Żadnych ścian dzielących ani schodów na górę. Wewnątrz było sporo ludzi. Parę osób odwróciło się w stronę drzwi na chwilę by zobaczyć kto wszedł. Momentalnie jednak wrócili do własnych zajęć i rozmów. Z lewej strony znajdował się bar za którym stała wytatuowana ślicznotka o włosach koloru tęczy. Raven zawsze była wybredna dlatego płeć nie była jednak dla niej jednym z kryteriów. Zagapiła się na nią na dłuższą chwilę stojąc w progu. Z chwili zamyślenia wyrwał ją Kruchy.
- No dalej wchodź śmiało. Jedziemy na górę. Myślę że Szef odpowie na wszystkie Twoje pytania wyczerpująco, on i tak nic nie robie. Herbatę, kawę ?
- Co ?
- No co chcesz herbatę, kawę coś mocniejszego ? Zapowiada się na dłuższą pogawędkę głupio tak o suchym pysku będzie siedzieć.
- Może być herbata.
- Młoda zrób nam trzy herbatki! – krzykną do barmanki i skierował się w stronę windy wraz z ze swoim gościem.
- Mówiłam że masz mnie tak nie nazywać mendo! Albo następnym razem będziesz sam sobie tą jebaną herbatkę robił! – Odezwała się oburzona.
- Ja Ciebie też kocham! – zaraz za tymi słowami poleciała w jego stronę szmata od strony lady. Trzeba było poczekać dłuższą chwilę zanim winda zaczęła się powoli wspinać do góry po tym jak opiekun krzyknął. „Jedziemy do Szefa!” Niemniej jednak po chwili udało im się dotrzeć na ostatnie piętro budynku. Drzwi windy otworzyły się, za nimi rozpościerał się obszerny pokój wypełniony przeróżnymi regałami i półkami. Na pierwszy rzut oka przypominało bibliotekę z dawnych lat kiedy jeszcze używano takowych. Wszędzie pełno książek, ksiąg a nawet zwojów. Kartki uściełały niemal całą podłogę pomieszczenia. Gdy w końcu przedarli się przez część z nich do pokoju gwałtownie wpadło światło przez raptownie odchyloną kurtynę okienną. Jasność na chwilę zamroczyła Czarną. Gdy odzyskała wzrok zauważyła znające się pod oknem ciężkie drewniane biurko równie zagracone jak reszta pokoju. Za nim w skurzanym fotelu siedział postawny mężczyzna o włosach ciemniejszych niż noc i rysach twarzy ostrych jak brzytwa. Kruchy spoważniał momentalnie uderzył się prawą ręką zaciśniętą w pierś prosto w serce w geście salutu.
- Kruchy melduje się w Domu Szefie.
- Witaj , widzę że dotarłeś cało. Ty musisz być Raven. Mam nadzieję że się nie naprzykrzał. Usiądź wszystko sobie wyjaśnimy.
Kruchy momentalnie wrócił do bycia sobą.
- Taki burdel. Czy Ty tu kiedyś posprzątasz wreszcie. I nie wyjerzdzaj błagam z tą Twoją teorią Chaosu. Idealny ład i porządek co za bzdura. Mówisz usiądź. Gdzie ona niby ma usiąść ?
Po tych słowach podszedł do fotela stojącego pod jednym z regałów zdjął z niego książki i papiery odkładając je na podłogę i postawił je przed biurkiem potem zrobił to samo ze stojącym nie opodal krzesłem. Usiadł na nim i wskazał ręką na fotel zapraszająco po czym zwrócił się z powrotem do Szefa.
- Serio chociaż jej wszystko wyjaśnij dobrze… Nie mogę jaki burdel kiedyś sam się w tym wszystkim zgubisz.
Szef zdawał się niewzruszony na komentarze swojego kompana. Wyciągną ręce przed siebie splatając pace ze sobą oparł łokcie na stole i położył na nich brodę nachylając się nad biurko.
- Witaj w XXV wieku moje dziecko. Nazywam się Jar Grasscutter ale tu wszyscy nazywają mnie Szefem. Z przyjemnością odpowiem na wszystkie Twoje pytania.
<<Przepraszam wszystkich generalnie wiem że miałem w miarę systematycznie pisać ale jakoś nie pyłko niestety jest kolejny kawałek i mam nadzieję że będzie mi teraz lepiej szło pisanie. Zachęcam do komentarzy. :) >>
W ciągu kolejnych trzech dni przeprowadzono na niej szereg badań. Począwszy na badaniu organoleptycznych, a na tomografii kończąc. Jedno było dość dziwne i Raven nie mogła sobie w ogóle przypomnieć żeby o takim kiedykolwiek słyszała. Lekarz powiedział że to nowa forma oczyszczenia organizmu. Mówił coś że dziś na świecie pojawiło się promieniowanie jakiegoś nowego rodzaju zwane Ary. Nie do końca chciał wytłumaczyć o co chodzi. Sam zabieg wyglądał niegroźnie podpięto jedną rurkę do pachwiny a następnie za pomocą jakiegoś urządzenia transmitowano Ary poza organizm do sferycznego pojemnika podłączonego na końcu rurki. Najdziwniejsze było to że substancja wydawała się lekko promienieć czerwienią. To najbardziej zwróciło jej uwagę ze wszystkich badań.
- Witam Panno Raven - Zabrzmiał głos z zza otwierających się drzwi. Do pomieszczenia wszedł dystyngowanie ubrany młody mężczyzna. - Nazywam się Ryszard Chłodny, dla przyjaciół po prostu Chłodny. - Jego ubiór wyglądał na schludny i zadbany choć lekko nie na miejscu. Garnitur w kolorze rubinowym wydawał się niesamowicie nie na miejscu. - Mam przyjemność powitać panią oficjalnie w imieniu całej społeczności Inżynierów. Wiem że musi Pani mieć niesamowicie dużo pytań niestety nie będę miał możliwości na nie odpowiedzieć.
Skinieniem dłoni wskazał na drzwi. Oczom Czarnej ukazała się kolejna postać tym razem ubrana w jasnoniebieski frak. Na lewej piersi miał przypinkę w kształcie znaku nieskończoności wykonaną ze złota.
- Sir Kruchy został oddelegowany przez stowarzyszenie Przebudzonych, aby zapewnić Pani bezpieczeństwo. Oprócz tego będzie Pani przewodnikiem i odpowie na wszelkie pytania.
Mężczyzna ubrany na niebiesko przyłożył prawą rękę do pasa i skłonił się delikatnie w jej stronę.
- Jakub Kruchy, do usług. Jeśli Pani pozwoli proszę za mną.
Zaczekał chwilę aż Raven zebrała się do drogi. Nie miała tak naprawdę nic, więc nie trwało to zbyt długo. Ubrania które dostała wydawały się nieco staromodne ale jeansy i bawełniany T-shirt wydawały się dość wygodne w porównaniu z ubraniami modnymi przed hibernacją.
- Możemy ruszać. - oznajmiła po chwili z nieskrywaną nutą zadowolenia w głosie. - Dokąd idziemy ? Aaa... I proszę Kuba nie mów do mnie Pani. To brzmi jak bym miała jakieś 50lat i wnuki. Będę wdzięczna.
Nie odzywał się przez dłuższy czas. Dopiero gdy wyszli z budynku szpitala zdała sobie sprawę że przez całą drogę na dwór nie powiedział ani słowa. Gdy oddalili się od budynku na pewną odległość wyraz na jego twarzy wyraźnie złagodniał. Rozluźnił ramiona i wciągnął głęboko powietrze.
- Heheehe... - śmiech zbił ją totalnie z tropu - Dziękuje. Nawet nie wyobrażasz sobie jak nie nawiedzę tego pozerstwa kultury. Obłuda. - Zaczął poluzowywać granatowy krawat pod szyją, rozpiął jeden guzik w koszuli. - To teraz normalnie. Kruchy jestem. Zwracaj się tak do mnie. Ksywa tak stara że imienia już nie używam. A teraz do ważniejszych rzeczy. Pewnie chcesz wiedzieć co się dzieje ?
Przez krótką chwilę nie mogła zamknąć ust ze zdziwienia. Został zastąpiony przez lekki uśmieszek.
- Proszę, proszę. Cała otoczka kultury tylko na pokaz. - uśmiech poszerzył się jeszcze bardziej. Rozmówca tylko wzruszył ramionami, rozkładając ręce w geście bezradności, uśmiechną się ponownie.
- Dobra nie wnikam. To o co tu chodzi ? Dlaczego komory są tak zaniedbane ? Czemu wydawało mi się że pięć pięter pod ziemią było "okno" i dlaczego ludzie z bronią łapią... - zamarła w pół zdania ponownie otwierając usta ze zdziwienia. Stali na piaskowej drodze. Obok nich właśnie przejechał samochód zaprzęgnięty w dwa konie!!! Samochód, z kołami! I konie, takie z ZOO!
- Wygląda na to że będę musiał Ci wyjaśnić o wiele więcej niż Ci się wydaje. Hahaha... - Zaśmiał się ponownie. Podszedł do dziewczyny, woził ją za ramiona i obrócił w kierunku w którym mieli się udać. - Widzisz Raven dużo się zmieniło od czasu kiedy Cie zahibernowali. I myślę że będzie lepiej jak znajdziemy jakieś miejsce żebyś sobie spokojnie usiadła i posłuchała tego wszystkiego. HAahhaah.... - szczery śmiech nie dawał chwili spokoju Kruchemu przez całą drogę. - Wyraz Twojej twarzy jest bezcenny. Dlatego kocham tę robotę. hahha.... Chwilę zajęło im dotarcie do miejsca docelowego. Trzypiętrowa, wybudowana z czerwonej cegły, kamienica znajdowała się przy bocznej alejce. Ale co to było za miasto ? Kręcili tu jakiś film ? Budynki w całym mieście zdawały się tak bardzo różne że, aż nie możliwe do uwierzenia. Wpierw szpital, wyglądał na budownictwo z końcówki 20tego wieku, następnie parę budynków w jego okolicy wyglądało na typowe zabudowania bogatszego mieszczaństwa z końcówki 21szego wieku. Domy zbudowane ze szkła i stali z wystrojem pozbawionym duszy i pełnym chłodu. Im bardziej oddalali się od szpitala tym budynki stawały się coraz bardziej różnorodne. Większość wykonana z betonu w prostych podobnych do siebie kształtach. Gdzie niegdzie można było zauważyć budynki wykonane z bala czy tak jak kamienica z cegły. Ulice nie przypominały niczego co można było zobaczyć zanim Czarna dała się zahibernować. Plamy asfaltu. Jak by ktoś wziął i po prostu przejechał w jedną i z powrotem rozlewając asfalt wszędzie za sobą. A boczne alejki w ogóle nic. Po prostu ubita ziemia zupełnie jak plac przed szpitalem. Samochody. Zastanawiała się . Nie widziała prawie żadnego. A ten który widziała ciągnęły konie. O co chodzi ? Jak podróżują Ci ludzie ? Podchodząc do kamienicy usłyszała parsknięcie z jej lewej strony. podeszła parę kroków w stronę rogu budynku i widząc że Kruchy jej nie zatrzymuje wyjrzała z za niego. Za budynkiem znajdowała się zagroda a wewnątrz jej znajdowało się parę koni.
- Znowu konie ? Skąd wy macie tyle koni ? - mężczyzna odpowiedział jej na pytanie uśmiechem
- Chodź do środka wszystkiego się dowiesz. - Otworzył jej drzwi do kamienicy i puścił przodem w drzwiach.
Wnętrze zaskoczyło dziwczynę. Otwarta przestrzeń usiana kolumnami z windą w dalekim rogu budynku nie były spodziewanym widokiem. Żadnych ścian dzielących ani schodów na górę. Wewnątrz było sporo ludzi. Parę osób odwróciło się w stronę drzwi na chwilę by zobaczyć kto wszedł. Momentalnie jednak wrócili do własnych zajęć i rozmów. Z lewej strony znajdował się bar za którym stała wytatuowana ślicznotka o włosach koloru tęczy. Raven zawsze była wybredna dlatego płeć nie była jednak dla niej jednym z kryteriów. Zagapiła się na nią na dłuższą chwilę stojąc w progu. Z chwili zamyślenia wyrwał ją Kruchy.
- No dalej wchodź śmiało. Jedziemy na górę. Myślę że Szef odpowie na wszystkie Twoje pytania wyczerpująco, on i tak nic nie robie. Herbatę, kawę ?
- Co ?
- No co chcesz herbatę, kawę coś mocniejszego ? Zapowiada się na dłuższą pogawędkę głupio tak o suchym pysku będzie siedzieć.
- Może być herbata.
- Młoda zrób nam trzy herbatki! – krzykną do barmanki i skierował się w stronę windy wraz z ze swoim gościem.
- Mówiłam że masz mnie tak nie nazywać mendo! Albo następnym razem będziesz sam sobie tą jebaną herbatkę robił! – Odezwała się oburzona.
- Ja Ciebie też kocham! – zaraz za tymi słowami poleciała w jego stronę szmata od strony lady. Trzeba było poczekać dłuższą chwilę zanim winda zaczęła się powoli wspinać do góry po tym jak opiekun krzyknął. „Jedziemy do Szefa!” Niemniej jednak po chwili udało im się dotrzeć na ostatnie piętro budynku. Drzwi windy otworzyły się, za nimi rozpościerał się obszerny pokój wypełniony przeróżnymi regałami i półkami. Na pierwszy rzut oka przypominało bibliotekę z dawnych lat kiedy jeszcze używano takowych. Wszędzie pełno książek, ksiąg a nawet zwojów. Kartki uściełały niemal całą podłogę pomieszczenia. Gdy w końcu przedarli się przez część z nich do pokoju gwałtownie wpadło światło przez raptownie odchyloną kurtynę okienną. Jasność na chwilę zamroczyła Czarną. Gdy odzyskała wzrok zauważyła znające się pod oknem ciężkie drewniane biurko równie zagracone jak reszta pokoju. Za nim w skurzanym fotelu siedział postawny mężczyzna o włosach ciemniejszych niż noc i rysach twarzy ostrych jak brzytwa. Kruchy spoważniał momentalnie uderzył się prawą ręką zaciśniętą w pierś prosto w serce w geście salutu.
- Kruchy melduje się w Domu Szefie.
- Witaj , widzę że dotarłeś cało. Ty musisz być Raven. Mam nadzieję że się nie naprzykrzał. Usiądź wszystko sobie wyjaśnimy.
Kruchy momentalnie wrócił do bycia sobą.
- Taki burdel. Czy Ty tu kiedyś posprzątasz wreszcie. I nie wyjerzdzaj błagam z tą Twoją teorią Chaosu. Idealny ład i porządek co za bzdura. Mówisz usiądź. Gdzie ona niby ma usiąść ?
Po tych słowach podszedł do fotela stojącego pod jednym z regałów zdjął z niego książki i papiery odkładając je na podłogę i postawił je przed biurkiem potem zrobił to samo ze stojącym nie opodal krzesłem. Usiadł na nim i wskazał ręką na fotel zapraszająco po czym zwrócił się z powrotem do Szefa.
- Serio chociaż jej wszystko wyjaśnij dobrze… Nie mogę jaki burdel kiedyś sam się w tym wszystkim zgubisz.
Szef zdawał się niewzruszony na komentarze swojego kompana. Wyciągną ręce przed siebie splatając pace ze sobą oparł łokcie na stole i położył na nich brodę nachylając się nad biurko.
- Witaj w XXV wieku moje dziecko. Nazywam się Jar Grasscutter ale tu wszyscy nazywają mnie Szefem. Z przyjemnością odpowiem na wszystkie Twoje pytania.
<<Przepraszam wszystkich generalnie wiem że miałem w miarę systematycznie pisać ale jakoś nie pyłko niestety jest kolejny kawałek i mam nadzieję że będzie mi teraz lepiej szło pisanie. Zachęcam do komentarzy. :) >>